Wtorek, 17 października 2017. Imieniny Antonii, Ignacego, Wiktora

Moje wspomnienia prosto z serca

2014-11-30 13:00:00 (ost. akt: 2014-11-28 09:31:11)
Pani Jadwiga Gawryś

Pani Jadwiga Gawryś

Pani Jadwiga Gawryś urodziła się 14 grudnia 1930 roku we wsi Kumelsk koło Kolna, dawniej miejscowość należała do woj. łomżyńskiego. Minione lata mile wspomina, chociaż nie zawsze były przyjemne. Zachowane w pamięci wspomnienia przekazuje dzisiaj czytelnikom tej gazety.

DOM RODZINNY
Jestem najstarsza z rodzeństwa, mam dwie siostry i brata. Z siostrami żyłam w zgodzie, za to brat trochę nam dokuczał, ale tak na żarty. Czasami płakałyśmy, bo kiedy rodziców nie było w domu to nie mogłyśmy się obronić przed jego żartami. Rodzice mieli niewielkie gospodarstwo i, jak wszyscy na wsi zajmowali się uprawą ziemi, siali owies, pszenicę, hodowali parę sztuk dobytku, dwie czy trzy owce, krowę. Mieszkaliśmy w małym, parterowym domku, dwa pokoje z niewielką kuchnią. Podłogi gliniane, tylko w pokoikach podłogi były drewniane. Obok nas mieszkali moi dziadkowie w takim samym, małym domku jak my. Nie budowano kiedyś tak jak dzisiaj wielkich, wygodnych domów. Mieliśmy w kilku miejscach małe poletka pod uprawę zboża, ziemniaków. Brat ojca zajmował się handlem w wiejskim sklepie. Tatuś rano oporządził w obejściu, a potem pomagał wujkowi w sklepie. Jeździł do Kolna po towar do sklepu. Miałam dużo więcej obowiązków, najwięcej pracy niż moje młodsze rodzeństwo, bo byłam najstarsza. Do lasu jeździłam z tatusiem ścinać ręczną piłą drzewo, potem we dwoje ładowaliśmy je na furmankę i do domu zawoziliśmy. Tatuś rąbał je na mniejsze kawałki, a ja układałam je pod ścianą domu. Lubiłam porządek w mieszkaniu, zawsze dbałam żeby czysto było w domu. Kiedy rodzice gdzieś pojechali, a rodzeństwo na podwórku ganiało się, wtedy zamiatałam podłogi, kwiatami stroiłam pokoje.

Pamiętam, kiedy miałam dziesięć lat szłam na pole i kosiłam kosą zboże – żyto, pszenicę, sierpem natomiast mama ścinała grykę, proso. Zawsze byłam szczupła, ale sama nie wiem skąd we mnie tyle siły. Nigdy nie buntowałam się, nie narzekałam, że jest mi za ciężko, albo nie chce mi się czegoś zrobić. Mama szyła mnie i siostrom piękne sukienki, miała nas trzy córki, dbała o nas, żebyśmy zawsze ładnie wyglądały. Pamiętam mamusia chleb piekła w piecu chlebowym. Najpierw tak zwany wykopieniek, cienki placek upiekła na łopacie przed pieczeniem chleba, sprawdzała w ten sposób gotowość pieca do wypieku chleba właściwego. Resztki wypalonego drzewa wygarniała z paleniska i na łopacie wkładała pięknie wyrośnięte w blaszkach bochenki chleba. Mama zawsze piekła kilka blaszek chleba, ile zmieściło się do otworu pieca, potem dwa, trzy bochenki sąsiadom dawała, można powiedzieć - pożyczała. Kiedy sąsiadka po paru dniach piekła chleb to nam oddawała. Tak po sąsiedzku dzieliły się i w ten sposób zawsze jedliśmy świeży chleb, a jaki był smaczny. Czasami i ja wyrabiałam w dzieżce chleb tak długo, aż przestał kleić się do rąk. Latem dużo pracy było na polu, bo nie mieliśmy maszyn rolniczych i wszystko ręcznie robiliśmy. Wieczorami chodziliśmy do sąsiadów, siadaliśmy na ławeczkach przed domami, chłopaki grali na organkach i śpiewaliśmy piosenki. Zimą natomiast przędłam na kołowrotku. Siadałam za kółko i przędłam wełnę, potem zwijałam nitkę w kłębki. Działam sobie na drutach z tej własnoręcznie uprzędzionej wełnianej nici swetry w różne wzorki, princeskę, pończochy. Często chodziłam do mojej babci i razem działyśmy chusty na drutach.

DWÓR W MOJEJ WSI
W naszej wiosce znajdował się dwór i prawdopodobnie w 1945 roku ostatnim jego właścicielem był Kazimierz Chojnowski, który mieszkał w nim z rodziną. We dworze pracował mojej babci brat jako rządca. Nosił elegancki garnitur, lakierki, obsługiwał gości, którzy przyjeżdżali bryczkami na cztery konie do dworu na dożynki i różne święta. Babcia czasami też chodziła do dworu, do pomocy. Zabierała mnie czasem ze sobą i bawiłam się z córkami właściciela dworu. Zawsze ładnie dziewczynki ubrane były, biegały po ogrodzie, w sadzie. Ludzie, którzy nie mieli swojej ziemi, własnego gospodarstwa, pracowali w majątku. Mieszkali w budynkach niedaleko dworu, pracowali w zamian za mieszkanie, jedzenie. Nasze pole sąsiadowało z łąką dworską i często przyglądałam się jak mężczyźni koszą zboże kosami, jak kobiety zbierają w snopki zboże, a kosy tylko brzęczały. Ludzie śpiewali piosenki przy robocie, zawsze słuchałam słów tych pieśni i patrzyłam na pracujących w polu ludzi.

MAŁO BRAKOWAŁO
Lata okupacji nie należą do przyjemnych wspomnień, jednak nie można o nich zapomnieć. Do wsi przyjechali Niemcy zabierać ludzi na roboty. Mój tatuś uciekł do piwnicy, która wykopana była w ziemi w lesie, niedaleko domu, schował się w niej. Mnie Niemcy chcieli też zabrać, ponieważ byłam szczupła, miałam jasne włosy, rysy odpowiadające nazistom, miałam może wtedy dwanaście lat. Na szczęście byłam chora, leżałam w łóżku i to mnie ocaliło. Ojca nie znaleźli w tej piwnicy i mnie też nie zabrali. Niemcy uciekając przed wojskami rosyjskimi pozabierali nam i ludziom z wioski bydło, krowy, świnie, a tych Polaków, którzy nie zdążyli uciec złapali i wywieźli. Kiedy już po nagonce wszystko ucichło, rodzice zawieźli mnie do lekarza, do Kolna, bo tak już było ze mną źle, że obawiali się czy nie umrę. Dostałam lekarstwo, które mi pomogło wrócić zdrowie.

PO WOJNIE INNE CZASY
Ludzie, którzy zostali w Kumelsku po wojnie otrzymali ziemię pod gospodarstwo już nie małe poletka, a po kilka hektarów. Mój brat został na gospodarce wraz z rodzicami. Kilka lat jeszcze mieszkałam w rodzinnej wsi i pomagałam rodzicom i bratu na gospodarce. Potem brat wyjechał na Śląsk do pracy, rodzicom już ciężko było na gospodarce, dlatego sprzedali ziemię. Siostry powychodziły za mąż i też powyjeżdżały z Kumelska do innych miast. W większych miastach powstawały zakłady pracy, moje koleżanki powoli wyjeżdżały do innych miast, do Łomży, do Białegostoku. Koleżanka namówiła mnie żebym pojechała z nią do Orzysza, gdzie powstała Spółdzielnia Odzieżowa. Kilka moich koleżanek już pracowało w tym zakładzie. Nie chciałam już pracować na gospodarce, chciałam do ludzi, poznać lepsze życie. Przyjechałam do Orzysza w 1952 roku i przyjęto mnie od razu do pracy w „Miarze”. Po mamie odziedziczyłam umiejętność szycia, nie miałam trudności nowym zawodzie. Mieszkałam na stancji w Wierzbinach, potem przy ulicy Mazurskiej. Kiedy spalił się zakład nie wróciłam już ponownie do pracy w „Miarze”. Kiedyś nie było tak trudno o pracę jak dzisiaj. Przyjęto mnie do Jednostki Wojskowej, do kasyna w 1960 roku, gdzie pracowałam jako kelnerka. Bardzo podobała mi się ta praca, pomimo, że ciągle w ruchu, jak to kelnerka, a że sprytna byłam to dawałam sobie radę. W lecie przyjeżdżało na poligon wojsko z Okręgu z Warszawy, wtedy obsłużyć tyle ludzi to trzeba było się uwijać. Następnie kilka lat pracowałam w kawiarni też jako kelnerka. Dzisiaj, kiedy niemal codziennie przechodzę koło Jednostki Wojskowej i mijam dawne kasyno, miejsce, gdzie tyle lat pracowałam, to serce mnie boli, że ten budynek i wszystko wokoło popada w ruinę, niszczeje, zarasta chwastami. Tyle lat tam pracowałam, aż do 1990 roku, kiedy przeszłam na emeryturę.

ŚPIEWANIE - MOJA PASJA
Wspomnę jeszcze, że należałam do zespołu „Orzyszanki”. Namówiła mnie i kilka jeszcze koleżanek, które pochodziły z Kurpi, Mazowsza, Podlasia Helena Mikucka do wspólnego śpiewania. Zespół założyła Teresa Dudzińska. Pamiętam jeszcze z lat dziecinnych różne pieśni, które śpiewaliśmy w mojej rodzinnej wsi. Kilka lat śpiewałam z koleżankami, ale ze względów zdrowotnych odeszłam z zespołu. Bardzo mile wspominam nasze wspólne sukcesy, wspólne wyjazdy na przeglądy kapel do Kazimierza Dolnego, do Jezioran, na Litwę i Rosji. Cieszę się, gdy koleżanki zdobywają nagrody na festiwalach, sercem jestem z nimi. Spotykam się z nimi czasami i wspominamy sobie dobre czasy, nasze wspólne śpiewanie w zespole.
Syn, synowa i wnuki odwiedzają mnie często, pomimo, że mieszkają w Warszawie to starają się jak to tylko możliwe przyjechać do mnie. Święta spędzamy zawsze razem. Razem przygotowujemy świąteczne potrawy. Niedługo znów się spotkamy. W Orzyszu tyle lat już mieszkam, a wydaje mi się, że tak niedawno tu przyjechałam.

Opowieści wysłuchała K. CH.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0)

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB