środa, 30 września 2020. Imieniny Geraldy, Honoriusza, Wery

„Chcemy przede wszystkim pomagać ludziom!”

2014-02-20 11:07:30 (ost. akt: 2014-02-21 08:37:08)

Zgodnie z obietnicą zadaliśmy kilka pytań strażakom z OSP Orzysz. O akcjach, marzeniach i motywacjach opowiadali bardzo chętnie. Podkreślają jednak, że najważniejsza dla nich jest możliwość niesienia bezinteresownej pomocy wszystkim potrzebującym.

Pierwsze akcje, w których uczestniczyliście?
Hubert Lotko: Pożar Masarni przy ul. Mickiewicza. To było w 2004 roku.
Michał Domusiewicz: Pożar stodoły w Drygałach.
Przemek Grzymkowski: Wypadek samochodowy na trasie Orzysz – Ełk.
Maciek Nalbach: Jestem jednym z najmłodszych ratowników w OSP. Moja pierwsza akcja to pożar zabudowań gospodarczych przy ul. Wojska Polskiego 102.

Jaki największy sukces osiągnęliście jako OSP?
Mariusz Semenowicz: W sześćdziesięcioletniej działalności nasza OSP odniosła zapewne wiele sukcesów, którymi można byłoby się chwalić. Jednak nie dlatego jesteśmy strażakami, żeby zbierać pochwały. Chcemy przede wszystkim pomagać ludziom. Miło jest jednak, gdy ktoś to zauważa. Dzięki temu od czasu do czasu otrzymujemy specjalistyczny sprzęt, zostaliśmy włączeni do Krajowego Systemu Ratowniczo - Gaśniczego i jako jedyna jednostka OSP w powiecie piskim do Odwodu Wojewódzkiego. W roku 2006 zakupiliśmy dwa samochody ratownicze, a trzeci został karosowany i do dzisiaj jest samochodem pierwszego rzutu przy dużych pożarach. W ciągu ostatnich lat poważnie została przebudowana remiza strażacka. Nasze działania oraz zmiany jakie poczyniliśmy zostały zauważone i w roku 2009 otrzymaliśmy tytuł Wilka Piskiego w kategorii Postawa Godna Pochwały i Naśladowania. Z kolei największym sukcesem ostatnich miesięcy jest nowy samochód ratowniczy, który udało się zakupić dzięki dobrej współpracy z Burmistrzem Tomaszem Sulimą.

Czym różni się OSP od Państwowej Straży Pożarnej?
Mariusz Semenowicz: Państwowa Straż Pożarna jest zawodowa, umundurowana i wyposażona w specjalistyczny sprzęt. Jest to formacja przeznaczona do walki z pożarami, klęskami żywiołowymi i innymi miejscowymi zagrożeniami, podlegająca Ministrowi Spraw Wewnętrznych. Ochotnicze Straże Pożarne działają na podstawie ustawy o stowarzyszeniach i realizują zadania Burmistrza w zakresie ochrony przeciwpożarowej. OSP finansowane są przez Gminę oraz, jeżeli są włączone do Krajowego Systemu Ratowniczo – Gaśniczego, otrzymują dotacje z Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej. Mogą się też ubiegać o dotacje ze środków, którymi dysponuje Zarząd główny Związku Ochotniczych Straży Pożarnych. Do działań ratowniczych OSP są dysponowane przez dyżurnego Powiatowego Stanowiska Kierowania. Strażacy OSP mają wiele uprawnień, które posiadają funkcjonariusze PSP. Ich zakres szczegółowo określa Ustawa o Ochronie przeciwpożarowej oraz różnego rodzaju Rozporządzenia. Ochotnicy działają na zasadzie wolontariatu a za utracone podczas akcji wynagrodzenie otrzymują ryczałt, którego wielkość określa Ustawa o Ochronie Przeciwpożarowej. Zakres zadań wykonywanych przez OSP jest podobny do Zakresu zadań PSP i jest uzależniony od wyposażenia oraz stanu wyszkolenia danej jednostki OSP.
Hubert Lotko: Pożar bloku mieszkalnego przy ul. 22 lipca 11. Paliły się wtedy trzy mieszkania.
Paweł Gudanowski: Pożar poligonu – spłonęło wtedy 220 hektarów lasu oraz nieużytków.
Roman Żwańko: Pożar budynku mieszkalnego przy ul. Ełckiej 6.
Paweł Oszmian: Pożar w Puszczy Piskiej po huraganie w 2002 r.
Mariusz Semenowicz: Wypadek drogowy na trasie Orzysz – Wierzbiny. W akcji uczestniczyły cztery karetki, pięć zastępów straży pożarnej oraz trzy śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Otrzymaliśmy zgłoszenie, że w wypadku uczestniczyły cztery samochody, a w nich znajdowało się trzynaście osób. Jechaliśmy do tego wypadku z przysłowiową duszą na ramieniu.

Najzabawniejsze akcje?
Jacek Ślesiński: W roku 2013 otrzymaliśmy wezwanie do kota, który wszedł na słup, na którym znajdowało się bocianie gniazdo. Gdy dojechaliśmy na miejsce i zobaczyliśmy kota zamiast bociana na kilkumetrowym słupie wyglądało to bardzo zabawnie. A jaki był wdzięczny, gdy zwieźliśmy go podnośnikiem na ziemię.
Kacper Świątkowski: Najśmieszniejsze było dla mnie wezwanie do gniazda os na ul. Ełckiej 28a. Początkowo wezwanie brzmiało bardzo groźnie. Jak zawsze w takich przypadkach zabraliśmy ze sobą specjalne ubrania oraz inne przewidziane procedurami zabezpieczenia. Gdy dojechaliśmy na miejsce okazało się, że ten groźny kokon ma wielkość … piłeczki pingpongowej.
Jak godzicie pracę zawodową z pracą w OSP?
Jacek Ślesiński: Gdy pracowałem w firmie swego ojca w Orzyszu miałem dużą swobodę jeżeli chodzi o działania w OSP w czasie pracy. Często, gdy wyła syrena podjeżdżałem samochodem służbowym pod remizę, przesiadałem się do samochodu ratowniczego i jechałem do zdarzenia. To był bardzo dobry okres w mojej działalności w OSP. Teraz pracuję na terenie Giżycka i moje działania w OSP są możliwe dopiero po powrocie z pracy. Wielu kolegów ma podobną sytuację. Jestem członkiem zarządu OSP i często zastanawiamy się, jakie rozwiązania zastosować, żeby nasi mieszkańcy czuli się bezpiecznie.

Jak radzicie sobie ze strachem i drastycznymi widokami?
Paweł Gudanowski: Ja osobiście podczas dojazdu do miejsca zdarzenia nie mam czasu na rozmyślania - czy się boję czy też nie. Jest wiele innych rzeczy do zrobienia w czasie dojazdu. Wiadomo, jakieś obawy zawsze gdzieś tam są, bo tylko głupcy się nie boją lub ludzie bez wyobraźni. Co do drastycznych widoków, to raczej nie da się tego uniknąć, ale jeżeli decydujemy się na taki zawód jak strażak, to wiemy z czym się to je i poprzez szkolenia próbujemy się jakoś z tymi widokami "oswoić". Myślę, że wsparcie oraz rozmowy z chłopakami dają dużo otuchy i to poczucie, że zawsze ktoś za Tobą jest daje jakieś poczucie bezpieczeństwa, jeżeli o takowym można mówić.

Najdziwniejsze miejsce, w jakim dopadła was syrena?
Jacek Ślesiński: 24 grudnia przygotowywałem się do Wigilii. Właśnie wszedłem do wanny, żeby się wykapać. Kiedy już byłem w wannie usłyszałem syrenę. Niestety, nie było czasu żeby się nawet wytrzeć. Wigilijną kolację trzeba było odłożyć na później.
Tomasz Kondracki: Ja do pożaru wystartowałem w garniturze z uroczystości chrzcin. Dziwnie patrzyli na mnie przechodnie gdy pod krawatem biegiem przemierzałem ulice Orzysza. Najważniejsze jednak, że mogłem komuś pomóc.
Mariusz Semenowicz: Jakieś dwa lata temu spotkaliśmy się z Pawłem Dublińskim na plaży. Gdy szliśmy sobie popływać, jeden z nas zapytał co by było gdyby teraz zawyła syrena. Nie musieliśmy długo czekać, bo za chwilę usłyszeliśmy ten znany nam dźwięk. Do remizy dotarliśmy boso i w samych kąpielówkach, ale najważniejsze, że zdążyliśmy.

Czy zdarzyło się, że na jakąś akcję zgłosiło się za mało strażaków?
Mariusz Semenowicz: Nieraz zdarza się, że na akcję nie wyjeżdża jednym samochodem sześć osób. Ludzie pracują, a pracodawcy niechętnie godzą się na opuszczenie miejsca pracy, gdy wyje syrena. Niektórzy strażacy pracują poza Orzyszem i ich możliwości są jeszcze bardziej ograniczone. Chociaż nie mamy takiego obowiązku, staramy się tak planować, żeby zawsze jakiś kierowca był dyspozycyjny i zastęp mógł wyjechać. Jeżeli spodziewamy się, że może być problem z wyjazdem to zawsze powiadamiamy o tym dyżurnego PSK. Zdarza się to jednak bardzo rzadko.

Co czujecie, kiedy słyszycie syrenę?
Chórem: Znacznie podnosi się poziom adrenaliny, serce zaczynają bić szybciej, a w głowie pojawia się jedna myśl: jak najszybciej dotrzeć do remizy, bo ktoś potrzebuje pomocy!
Czy kolejne wyjazdy są dla Was rutynowe, czy za każdym razem pojawiają się nowe emocje?
Roman Żwańko: Każdy wyjazd jest inny. Staramy się odstawić emocje na bok, ale i tak one występują. I to za każdym razem na nowo. Każdy z nas, w większym lub mniejszym stopniu przeżywa daną akcję, są osoby bardziej odporne na stres i są też mniej odporne. Tylko szkolenia i bezpośredni udział w akacjach pozwala nabierać doświadczenia i wykonywać naszą pracę w sposób bardziej profesjonalny i zorganizowany. A emocje występują i będą występować.

Czy w OSP zdarzają się tradycje pokoleniowe?
Oczywiście. W naszej OSP co najmniej pięć rodzin jest reprezentowanych przez drugie pokolenie. Działalność w OSP jest trochę zaraźliwa, ale na szczęście to bardzo pozytywna „dolegliwość”.

Jaka jest rola Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej?
Wojtek Drabent, Jacek Modzelewski: MDP powołuje się w celu szerszego zainteresowania młodzieży działalnością społeczną na rzecz ochrony przeciwpożarowej oraz przygotowania jej do bezinteresownej służby w szeregach OSP. Jej członkami mogą być dziewczęta i chłopcy w wieku do 18 lat. Nas już od dziecka fascynowała staż pożarna. Gdy słyszeliśmy syrenę w naszych sercach rosła chęć pełnienia tej wspaniałej służby ludziom w potrzebie. Działając w MDP szlifujemy musztrę strażacką oraz uczymy się obowiązków strażaka, które przydadzą nam się w przyszłości, gdy dołączymy do naszych starszych kolegów. W tej chwili oni przygotowują nas do jak najlepszego pełnienia służby. Później to my będziemy odrywać się od swoich zajęć na dźwięk syreny alarmowej i z chęcią i dumą będziemy nieśli pomoc ludziom w potrzebie.

Czy po pracy utrzymujecie kontakty, spotykacie się?
Maciek Nalbach: Członkowie OSP to ludzie, na których można polegać zarówno podczas akcji, jak i w czasie wolnym . Możemy ze sobą rozmawiać na wiele tematów. Często po pracy spotykamy się w remizie lub na hali sportowej. Organizujemy również wspólne grille, kuligi na których miło spędzamy czas. Nie boimy się prosić o pomoc. Kiedy potrzebuję pomocy, to zwracam się z prośbą do kolegów z remizy i nie spotykam się z odmową. Możemy na siebie liczyć.

Dlaczego został Pan ochotnikiem straży?
Michał Domusiewicz: Moja historia ze strażą zaczęła się już w latach dzieciństwa w OSP Odoje, gdzie co roku startowaliśmy w zawodach strażackich jako drużyna młodzieżowa i podglądaliśmy z daleka starszych strażaków na pożarach. Zawsze mnie ciekawiło to, gdzie coś się działo. Kiedy przeniosłem się do OSP Orzysz, mogłem zaznać pierwszych akcji i poczuć tą adrenalinę na dźwięk syreny i podczas akcji. Szybko mnie to uzależniło, motywując do uczestniczenia w kolejnych wyjazdach, do zdobywania wiedzy i doświadczenia.
Artur Duchnowski: Kontakt z OSP rozpoczęła się od udziału w zawodach pożarniczych w MDP. Z roku na rok chęć pomagania ludziom rosła i gdy osiągnąłem wymagany wiek zacząłem aktywnie działać jako ratownik. Każdy mały chłopiec chce być strażakiem. U mnie nie skończyło się tylko na marzeniach. Mnie te marzenia udało się zrealizować.
Przemek Grzymkowski: Podjąłem naukę w kierunku ratownictwa medycznego. W czasie nauki stwierdziłem, że podoba mi się to i poczułem, że pomaganie ludziom to jest to, co chciałbym robić. Najpierw wstąpiłem do OSP, gdzie zdobywałem pierwsze szlify, a obecnie pracuję jako strażak w Wojskowej Straży Pożarnej.

Czego należy życzyć członkom OSP?
Kacper Świątkowski: Tyle samo powrotów co wyjazdów, a więc, żeby wszyscy po każdej akcji szczęśliwie wracali do domów!
Paweł Gudanowski: Jak najmniej wyjazdów i wcale nie wynika to z naszego lenistwa.
Paweł Dubliński: Nowego samochodu, który właśnie „odjechał nam sprzed nosa”...
Romek Żwańko: Aby nasze rodziny były tak wyrozumiałe, jak dotychczas.

Jakie akcje prowadzicie oprócz gaszenia pożarów?
Mariusz Semenowicz: Pożary stanowią jedynie jedną trzecią ogólnej liczby naszych interwencji. W roku 2013 na 120 wyjazdów 36 stanowiły pożary. Poza tym wyjeżdżaliśmy do wypadków drogowych, prowadziliśmy akcje ratownicze na wodzie i na lodzie, wypompowywaliśmy wodę z podtopionych budynków. Współpracujemy z wieloma stowarzyszeniami, którym pomagamy w zabezpieczeniu medycznym oraz porządkowym różnych imprez. Każdego roku wspólnie z Domem Kultury, MOSiR-em oraz Urzędem Miejskim współorganizujemy różnego rodzaju imprezy, w których biorą udział mieszkańcy Orzysza. Współpracujemy z Policją, której pomagamy w kierowaniu ruchem podczas różnych uroczystości oraz prowadzimy wspólne akcje poszukiwawcze osób zaginionych. Naprawdę mamy co robić!


„Obywatel Orzysza” dziękuje za rozmowę!
A. R.

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0)

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB