środa, 30 września 2020. Imieniny Geraldy, Honoriusza, Wery

Służba nie drużba

2013-12-18 13:09:12 (ost. akt: 2013-12-18 13:24:13)
Pan Michał Ligęska - zdjęcie współczesne

Pan Michał Ligęska - zdjęcie współczesne

Autor zdjęcia: Mieczysław Żebrowski

Czy warto słuchać wspomnień ludzi starszych, czasem mających 80 i więcej lat? Czy ciężkie ich przeżycia mogą być dla nas wskazówką życiową? Urodzeni przed II wojną światową, a później będąc jej uczestnikami, bardzo często tracili swoich najbliższych.

Dla wolności naszej i naszych dzieci, płacili cenę najwyższą, która była życie swoich rodzin, oraz ich własne. Bywało i tak, że ich rozstania z osobami im bardzo bliskimi była ostatecznymi, ponieważ każda wojna ma swoje prawa, których nie sposób jest przewidzieć. Zabierani na front bliscy nigdy nie mieli gwarancji, że po zakończeniu działań wojennych wrócą do swych domostw i najbliższych. Mieszkający ludzie na wschodnich granicach Polski, byli traktowani z całym okrucieństwem jakie niosła ze sobą wojna. Zabierani Polacy przez sowietów i wywożeni na Sybir, z którego wielu nie wróciło, osieracali swoje dzieci, które bardzo często w wieku dziecięcym podejmowały decyzje należące dla osób dorosłych. Jednym z takich dzieci był Michał Ligęska urodzony 15 września 1930 roku w miejscowości Stasiówka koło Dębicy. Mający zaledwie 3 lata został osierocony, zmarła mu jego mama. Później w 1939 roku, sowieci zabrali jego ojca na Sybir, którego dopiero zobaczył w 1945 roku. Do tego czasu mały Michał wspólnie z braćmi pracował na gospodarce rolnej. Dopiero po powrocie ojca Michała, którego droga do domu wiodła przez Sybir, Monte Casino i Anglię.

Życie młodego Michała poprawiło się, ponieważ jego ojciec po powrocie z wojny przejął na siebie ciężkie prace, wcześniej wykonywane przez jego dzieci. Wówczas Michał miał 15 lat. Trzy lata później, w wieku 18 lat, wyjechał do brata mieszkającego we Wrocławiu i tam podjął pracę, w zawodzie konduktora tramwajowego. W między czasie znajomy załatwił mu inną pracę w czasopiśmie. „Gazeta Robotnicza”, tam został pracownikiem gospodarczym jednocześnie pełniąc funkcje gońca gazety, wykonywał pracę do póki nie został powołany do wojska.
W dniu 15 listopada 1950 roku, młody Michał Ligęska został powołany do czynnej służby wojskowej w Gnieźnie. W 2 miesiące później złożył przysięgę wojskową, jednocześnie rozpoczynając naukę w szkole podoficerskiej. Natomiast wojsko jak wojsko, służba nie drużba, w tydzień później od chwili złożenia przysięgi otrzymał, wraz z 14 innymi żołnierzami, rozkaz wyjazdu na ziemie odzyskane, do Orzysza. W celu zajęcia i przygotowania pustych koszar, na potrzeby jednostki wojskowej, w której służył i był to 68 Pułk Artylerii Haubic 122 mm.
Po przyjeździe do Orzysza rozpoczęło się wielkie sprzątanie koszar, jak powiedziała Pan Michał: „Był ogromny bałagan wewnątrz budynków i poza nimi, wszystko trzeba było sprzątać, doprowadzić do należytego porządku, w tym także oszklić okna, które miały baraki, roboty było ponad nasze siły, a było nas razem, ze mną, tylko 15 żołnierzy, a czas nas naglił. Mijały tygodnie ciężkiej wytężonej pracy. Ale warto było zobaczyć widok na który czekaliśmy.”
W dniu 20 kwietnia 1951 roku, z Gniezna do Orzysza przybył transport wojskowy 68 Pułk Artylerii Haubic. Wszystko zaczęło się Michałowi układać, dokończył szkołę, po której w 3 lata został dowódcą działu. Po odsłużeniu 2 lat służył czynnie, w 1953 roku namówiono jego na pozostanie w wojsku jako podoficer, którego zadaniem miało być szkolenie nowego rocznika.
Po podjęciu decyzji o pozostaniu w armii, został szefem baterii w szkole podoficerskiej, następnie dowódcą plutonu gospodarczego, w którym pełnił funkcje kierownika gospodarki rolnej. Podlegała jemu chlewnia, która mogła pomieścić 120 świń i około 10 h pola odsiewanych: zbożem, ziemniakami i warzywami, Przychowany żywiec trafiał do zakładów mięsnych w Piszu. Wówczas Jednostka Wojskowa w produkcji mięsnej zaopatrywała się w masarni państwowej w Orzyszu mieszczącej się na ulicy Mickiewicza. Natomiast plony z odsianych pól w całości szły na potrzeby wojska. Jednocześnie w tym samym czasie , pan Michał pełnił obowiązki szefa sprzętu i umundurowania, był to przełom lat 1953 i 1954. Wcześniej powołanym mężczyzną do rezerwy, przymierzono i dopasowano mundur, który przed odwieszeniem go w odpowiednie miejsce był opatrzony danymi i nazwiskiem rezerwisty. W takim magazynie zgromadzono około 400 mundurów, które czekały na wypadek wojny. Jak pan Michał sam stwierdził: „to były inne czasy i inne obowiązywały reguły, których się trzymał żołnierz Polski, był nawet taki czas kiedy wojsko pomagało nieodpłatnie cywilom, w tym także rolnikom w ich gospodarstwach rolnych, nie było nagród pieniężnych, czasem ktoś dostał rzeczową symboliczną pamiątkę.”
Tak minęły ciężkie lata służby Pana Michała Ligęska, który zawsze wykonywał powierzone mu zadania z całą pieczołowitością. Za nienaganną służbę wojskową dla swojego kraju w dniu 7 października 1981 roku otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. W dniu 30 stycznia 1982 roku poszedł do cywila z I grupą inwalidzką.

Mieczysław Żebrowski


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (2)

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ~aaa #1274264 | 80.50.*.* 18 gru 2013 16:40

    Panie redaktorze, Orzysz nie leży na ziemiach odzyskanych. Te ziemie nigdy nie należały do Polski, co najwyżej były jej lennem. Proszę zgłębić historię.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)